19 marca 2017

I cóż, że o Szwecji- Natalia Kołaczek

Tematyka okołoskandynawska cieszy się ostatnimi czasy w Polsce dużą popularnością. Na rynku wydawniczym co chwila pojawiają się kolejne pozycje, traktujące o krajach Północy, mieszkających tam ludziach i ich metodach na szczęśliwe życie. Wydawać by się mogło, że wiemy już wszystko i wszystko zostało napisane, tymczasem fascynacja tą częścią świata nie przemija. Właśnie pojawiła się kolejna książka I cóż, że o Szwecji Natalii Kołaczek, autorki bloga Szwecjoblog, w którym na bieżąco dzieli się swoją wiedzą o Szwedach i Szwecji. Czy jej książka wnosi coś nowego? Czy Natalia Kolaczek pisze o czymś, czego byśmy jeszcze nie wiedzieli?


Całe szczęście autorka już na wstępie podchodzi do swojej książki i do siebie samej z dość dużym dystansem i pełną świadomością, że pewnie Ameryki przed czytelnikami nie odkryje, ale może rzuci na temat nowe światło, może wspomni o czymś, o czym nikt przed nią nie napomknął, może dzięki jej książce spojrzymy na Szwecję z nieco innej perspektywy. Ujęła mnie tą szczerością i bezpretensjonalnością.

12 marca 2017

Czuły punkt. Teatr, naziści i zbrodnia - Elisabeth Åsbrink

Zaczęło się niewinnie – od kółka teatralnego dla więźniów jednego ze szwedzkich zakładów karnych o zaostrzonym rygorze. Potem był list z propozycją współpracy, wysłany do znanego szwedzkiego dramaturga Larsa Noréna przez jednego z więźniów. Jej efektem była sztuka pod tytułem Siedem trzy, którą Norén napisał wspólnie z trzema więźniami zakładu karnego w Tidaholmie, odsiadującymi wieloletnie kary. Sztuka była oparta na ich słowach, opowiadała o ich życiu. Początkowo miała nie wyjść poza mury więzienia – stało się inaczej. Główne role na scenie teatru odgrywali ci sami więźniowie – dwaj narodowi socjaliści zafascynowani ideologią nazizmu oraz były szef Militärligan – grupy przestępczej specjalizującej się w rozbojach. Sztukę Siedem trzy zagrano dwadzieścia trzy razy – ostatni raz 27 maja 1999 roku. Dzień później, jeden z grających w sztuce więźniów podczas przepustki umożliwiającej mu występy w sztuce, wziął udział w napadzie na bank, w wyniku którego doszło do zabójstwa dwóch policjantów. Jest teatr, są naziści, jest zbrodnia. Jest wielki medialny szum i szukanie winnych.


Dziesięć lat później po tych wydarzeniach Elisabeth Åsbrink wraca do tematu i próbuje znaleźć odpowiedź na dręczące ją pytania. Co się naprawdę stało? Do czego doprowadziła debata wywołana przez sztukę? Gdzie przebiegała granica między teatralnym przedsięwzięciem a przestępstwami […] Czy jedno z drugim miało cokolwiek wspólnego? Autorka dotarła do ludzi z Riksteatren, gdzie wystawiano sztukę, rozmawiała z producentem przedstawienia,  występującymi w nim więźniami, reżyserem Larsem Norénem. Przeprowadziła wywiady z dyrektorami regionalnych biur i prezesem Centralnego Zarządu Opieki Penitencjarnej. Kontaktowała się z rodziną zamordowanych policjantów, ekipą filmową, która dokumentowała proces realizacji teatralnego projektu, a także z recenzentami i uczestnikami debaty, która wybuchła po przedstawieniu. Kto z nich kłamie? Kto dobrze pamięta, co się stało? Kto się nadal boi? Kto jest wciąż niebezpieczny? O czym myśleli od wiosny 1999 roku?

4 marca 2017

Aleja samobójców - Marek Krajewski, Mariusz Czubaj

Od niemal dziesięciu lat skutecznie ignoruję istnienie polskiej literatury, nie będącej literaturą faktu. Nie będę się wdawać w szczegóły czemu – tak jest i już. Potrzebowałam jednak przerwy od reportażu i tematyki „obozowej”, chwili oddechu od przygniatających ciężarem lektur. Chwilowo odcięta od czytnika, z ograniczonym polem manewru, desperacko sięgnęłam po coś, co przeleżało na mojej półce ze dwa lata, głęboko walnięte w kąt. Aleję samobójców Marka Krajewskiego i Mariusza Czubaja podarowała mi moja koleżanka, licząc że kiedyś przełamię swój opór i mówiąc – dla mnie zbyt brutalne, ale Tobie może się spodobać.


Pomyślałam zatem – czemu nie. Może to jest ten moment. Może czas „odgniewać się” na rodzimych pisarzy i sprawdzić, co mają do zaoferowania. Tym bardziej, że Aleja samobójców to kryminał, a dobrym kryminałem nie pogardzę.

28 lutego 2017

Furie Hitlera. Niemki na froncie wschodnim - Wendy Lower

W badaniach nad Zagładą i ludobójstwem przyjmuje się powszechnie, że system odpowiedzialny za masowe zbrodnie nie mógłby funkcjonować bez powszechnego udziału społeczeństwa, a jednak niemal wszystkie opowieści o Zagładzie pomijają połowę jego populacji, zupełnie jakby historia kobiet toczyła się gdzie indziej. To nielogiczne podejście i zastanawiające pominięcie. Dramatyczne historie Niemek pokazują, co może się zdarzyć, gdy kobiety o różnym pochodzeniu i wykonujące różne zawody zostają zmobilizowane do udziału w wojnie i przystają na ludobójstwo.


Setki tysięcy tych kobiet – pielęgniarek, nauczycielek, sekretarek lub żon esesmanów – wyjechało na okupowany Wschód, czyli do Polski, Ukrainy, Białorusi, państw bałtyckich i Rosji, by tam stać się trybikami, realizującymi chory plan Hitlera. Były nie tylko „morderczyniami zza biurka”, podpisującymi dokumenty skazujące Żydów na śmierć, czy pielęgniarkami „niosącymi ulgę” rannym żołnierzom, żonami wspierającymi swoich „zmęczonych” działaniami wojennymi mężów, czy świadkami przerażającej brutalności wojny. „Furie Hitlera” to także zbrodniarki, czynnie biorące udział w masowych egzekucjach, znęcające się nad Żydami, grabiące ich majątek, czerpiące przyjemność i satysfakcję z zabijania i znęcania się nad ofiarami. Wendy Lower, amerykańska profesor historii, bazując na licznych dokumentach, odtwarza ich losy i opowiada o niechlubnej roli, jaką tam odegrały.

21 lutego 2017

Oskarżam Auschwitz. Opowieści rodzinne - Mikołaj Grynberg

Bohaterów mojej książki łączy to, że wychowani zostali tak jak ja, przez ocalałych z Holokaustu. Łączy nas też to, że jesteśmy Żydami, i to, że mieliśmy nie istnieć, bo już naszych rodziców miało nie być. Łączą nas również nasze domy rodzinne, trwające w cieniu wielkiej żałoby. Smutek był ich niezbywalną częścią, często pozostającą w sferze poza słowami. Narzekanie brzmiałoby w naszych ustach jak bluźnierstwo, więc tego nie robimy. Czujemy, że mamy „drugą szansę”, mimo że sami nigdy nie straciliśmy pierwszej.


W poszukiwaniu swoich bohaterów Mikołaj Grynberg zjeździł Polskę, Izrael i Stany Zjednoczone. Rozmowy prowadził po polsku, francusku i angielsku. Niezależnie od tego z kim rozmawiał, żadna z tych rozmów nie była łatwa. Niektórym mówienie o tak intymnych sprawach przychodziło z trudem, niektórzy nie mieli problemu z tym, by się otworzyć. Niektóre z tych rozmów były nieprzyjemne, inne kończyły się wspólnym wzruszeniem. Wszystkie zaś łączy jedno – to historie rodzinne tych, których wychowali ocaleni z Holocaustu, to świadectwo drugiego pokolenia naznaczonego traumą Zagłady, choć przecież sami nigdy jej nie doświadczyli. Jak wyglądało ich życie? Jak to jest być wychowanym przez ocalałego?

18 lutego 2017

Depesze - Michael Herr

Pojechałem na wojnę wiedziony prostackim, choć poważnym przekonaniem, że trzeba umieć patrzeć na wszystko. Poważnym, bo wprowadziłem je w czyn, a prostackim, bo nie wiedziałem – dopiero wojna mnie tego nauczyła – że jesteś tak samo odpowiedzialny za to, na co patrzysz, jak za to, co robisz.


Michael Herr w Wietnamie spędził dwa lata, pracując tam jako korespondent wojenny dla magazynu „Esquire”. Towarzyszył żołnierzom na froncie i poza nim. Brał udział w nalotach, akcjach, walkach. Był na linii strzału i niejednokrotnie spojrzał śmierci prosto w oczy. Naoczny świadek rozgrywającego się w Wietnamie dramatu. Od regularnych żołnierzy różnił się tylko tym, że nie musiał tam być - furtka powrotu dla niego była zawsze otwarta. Sam dokonał takiego wyboru. Depesze to zapis tego, co widział i czego doświadczył podczas tych dwóch lat. Znamienne, że swoje wspomnienia spisał dopiero osiem lat po powrocie.

7 lutego 2017

Plaża za szafą. Polska kryminalna - Marcin Kącki

Niewiele przeczytałem powieści kryminalnych, rzadko oglądałem filmy, a seriale kryminalne omijałem z daleka. Nudziły mnie, bo życie daje po mordzie najbardziej wymyślnym pomysłom literackim i scenariuszom. Poznałem to życie, gdy wpychałem się między zbrodnię i karę z notesem, ołówkiem i długim nosem – a książka to efekt 10 lat tej reporterskiej roboty.


Rzeczywiście te krótkie reportaże zebrane w książce Plaża za szafą. Polska kryminalna Marcina Kąckiego pokazują, że nawet najtęższe umysły, literaccy giganci kryminalni, czy twórcy krwawych filmów, przegrywają ze scenariuszami, które może zgotować życie. Codzienność obfituje w zaskakujące wydarzenia, trzeba tylko umieć je dostrzec. Czasem tuż za rogiem, u sąsiada w bloku, czy u koleżanki w pracy stać może się coś, co trafi na pierwsze strony gazet i wywoła niemałą sensację. Właściwie każdy z nas mógłby zostać bohaterem tej książki. Czego ani sobie, ani nikomu innemu nie życzę.