5 kwietnia 2018

Królowie strzelców. Piłka w cieniu Imperium - Zbigniew Rokita


Sport ponad polityką? To chyba tylko pobożne życzenie. Dlaczego? Na to pytanie znajdziecie odpowiedź w książce Zbigniewa Rokity Królowie strzelców. Piłka w cieniu Imperium. I niech tytuł nie odstrasza tych, którzy sport mają w głębokim poważaniu. Ta książka oferuje o wiele więcej – uwierzcie!


Mam gdzieś piłkę nożną i pozostałe dziedziny sportu (poza skokami narciarskimi): nie znam się, nie kręci mnie to, zasadniczo może nawet nie istnieć. Ale jeśli ktoś sport traktuje jako punkt wyjścia do szerszego ugryzienia tematu i przez jego pryzmat opowiada mi o historii Europy Wschodniej w ostatnim stuleciu – to ja bez wahania wchodzę to. Wchodzę, czytam i ekscytuję się lekturą bardziej niż wyjściem Polski z grupy podczas Mundialu.

Czym podpadli założyciele Spartaka Moskwa Ławrietijowi Berii i za co aż dziesięć lat spędzili w łagrze? Co spowodowało, że Polacy uznali Ernesta Wilimowskiego, śląskiego piłkarza, za zdrajcę? Co takiego wydarzyło się podczas meczu piłki wodnej Węgry kontra Związek Radziecki w 1956 roku, że Quentin Tarantino wyprodukował o tym film? Które kraje – zdaniem UEFA – nigdy nie powinny się spotkać na murawie? Czy Rosja kupiła sobie Mundial? Jakie znaczenie dla Abchazji miały mistrzostwa świata CONIFA – drużyn wyklętych i nie uznanych przez FIFA? Takich pytań można postawić jeszcze wiele, bo Królowie strzelców obfitują w różne ciekawostki i fakty z pogranicza sportu, polityki i historii.

Podoba mi się takie nietypowe podejście do tematu. Tu nawet nie o sam sport chodzi, a o to, jak wiele fascynujących wydarzeń rozrywa się w jego cieniu. Zbigniew Rokita w bardzo interesujący sposób pokazuje jak sport i polityka silnie się zazębiają, jak na siebie wpływają. Sport jako taki schodzi właściwe na drugi plan, a znaczenia nabiera to, co rozgrywa się przy jego okazji. I tak mecz koszykówki Litwa kontra Zjednoczona Drużyna (wspólna reprezentacja większości państw poradzieckich) z 1992 roku w książce Rokity nabiera nowego wymiaru. To nie mecz o zwycięstwo – to walka o pozycję Litwy na świecie, o jej niezależność i niepodległość, która wtedy wciąż opierała się na kruchych filarach. A znów mecz Pendżab kontra Abchazja w ramach Mundialu „państw nieuznawanych” dla Abchazów był okazją do pokazania światu, że choć są małym narodem, to mają jednak prawo żyć na własnej ziemi. W tej książce każde sportowe wydarzenie ma drugie dno, drugie znaczenie, nawet bardziej istotne od tego sportowego.

Sport i polityka to jedno o czym pisze autor, drugie – że przy tej okazji przybliża kawał historii krajów Europy Wschodniej. Niby czytamy o rodzącej się w Rosji piłce nożnej, a tak naprawdę dowiadujemy się sporo o carskiej Rosji, czy o  tym, co działo się za czasów Stalina i Berii. Niby czytamy o współczesnych klubach rosyjskich, a w sumie dowiadujemy się o tym, z jakimi problemami mierzy się współczesna Rosja i jaki wpływ na wiele aspektów spoza zakresu polityki ma Putin. Niby czytamy o meczu rozgrywanym między Armenią a Azerbejdżanem, a tak naprawdę poznajemy zawiłą i naznaczoną krwią historię Górskiego Karabachu. Tę książkę momentami czyta się lepiej niż niejeden kryminał, tyle w niej emocji, zwrotów akcji i nieprzewidzianych sytuacji.

Lubię, kiedy historię podaje się w taki nietuzinkowy sposób – łatwiej się ją wtedy przyswaja, suche fakty i daty same wpadają do głowy, a wydarzenia nabierają innego wymiaru. Za podanie tematu – największy plus. Zasadniczo podobała mi się ta książka; trochę się bałam, co to będzie, co można ciekawego przemycić przy okazji sportu, ale nie rozczarowałam się. Do pełnej satysfakcji zabrakło mi tylko większej finezji języka. Stylistycznie wszystko na swoim miejscu, warsztat poprawny, ale aż prosiło się o jakieś mocniejsze puenty, zabawę językiem, słowem. Wtedy to dopiero byłaby frajda! A tak jest radość – spora, ale tylko radość 😊

Na pytanie jednak, czy czytać, odpowiem: tak! Koniecznie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz