24 listopada 2016

Gruzja. W pół drogi do nieba - Zofia Piłasiewicz

Ostatnio się tak irytowałam przy lekturze Co wy, ***, wiecie o Rosji?! Jacka Mateckiego, ale Pani Zofia Piłasiewicz śmiało może z nim stawać w szranki. Gruzja. W pół drogi do nieba to nieciekawa i na dodatek bardzo słabo napisana książka.


Dałam się zwieść – Gruzji w tytule i informacji na okładce, że to literatura faktu. A wystarczyłoby najpierw przeczytać opis książki na tylnej okładce, by zorientować się, z jak wybitną literaturą przyjdzie mi obcować. No trudno, stało się. Mimo nerwów i straty czasu, przeczytałam tę książkę do końca, by napisać, dlaczego nie warto jej czytać. Zasadniczo powody są trzy.

Gruzji. W pół drogi do nieba daleko jest do literatury faktu, a zdecydowanie bliżej do czegoś na kształt dzienniczka z podróży, który napisać może każdy, nawet ja (w końcu byłam w Gruzji dwa razy, więc kto mi zabroni?). Jak się to robi? Otóż zasadniczą wiedzę o Gruzji czerpie się z innych publikacji lub internetu, resztę dorzuca się od siebie. Od siebie zatem Pani Piłasiewicz dorzuca egzaltowane opisy przyrody, nieco autoanalizy (w końcu jest psychologiem) oraz nic nie wnoszące spostrzeżenia dotyczące otaczającej ją rzeczywistości. W związku z czym dowiadujemy się, co autorka jadła, piła, gdzie spała, ile razy brała prysznic i jak bardzo był odświeżający, jak wyglądają gruzińskie pomidory, podróż marszrutką oraz jakim wysiłkiem jest wejście na szczyt góry. Zdarzają się czasem rozmowy z innymi ludźmi, podróżnikami, ale niewiele one do treści książki wnoszą, podobnie jak poetyckie opisy różnych kwiatków, krzaczków, ptaszków i szemrzących strumyków. No przepraszam, ale oczekiwałam czegoś zupełnie innego. Tyle o treści.

Styl…naiwny i poetycki, bo jak już pisać o przyrodzie i własnych wrażeniach, to koniecznie posiłkując się kwiecistymi porównaniami, metaforami i głębokimi refleksjami. Niestety, przy całej swojej chęci pisania pięknie, malowniczo i obrazowo, autorce po prostu brakuje umiejętności, a redaktorowi najwyraźniej wprawnego oka, ponieważ książka pełna jest powtórzeń. Dla przykładu fragment:[…] sól swańska – mieszanka soli i ziół przyprawowych zbieranych na górskich stokach – to fantastyczny dodatek do potraw. Charakteryzuje się ona niepowtarzalnym aromatem i smakiem, w dodatku każdy ród ma wypracowane własne proporcje i skład. Na bazarze w Mestii zawartość woreczków ze swańską solą przybiera barwy od żółtej, przez pomarańczową aż do zielonego. I każdy kolor ma swój fantastyczny aromat i smak. Używana do zup, sałatek, sosów, grillowania, gotowania, pieczenia – nadaje potrawom niepowtarzalny smak. Swańska sól, to jeden z nieodłącznych smaków Swanetii.

Siedem linijek, w których autorka użyła cztery razy słowa smak, dwa razy słowa aromat i dwa razy słowa fantastyczny. Czy tylko mnie to razi?

Ale to nie wszystko. Ta książka pełna jest powtórek – nie tylko słownych – powtarzają się całe frazy, te same informacje. Na jednej stronie, lub zaledwie kilka stron dalej.

Kolejny przykład, strona 75. Czytamy: W Kutaisi, na głównym placu Dawida IV Budowniczego stoi fantastyczna fontanna ilustrująca dawne bogactwo Kolchidy. I kilka linijek dalej: Fontanna w centrum Kutaisi jest przypomnieniem bogactwa dawnej Kolchidy.

Na stronie 44 dowiadujemy się, że miejscowość Uszguli leży w odległości 47 kilometrów od miejscowości Mestia. Na stronie 48, że położona na wysokości 2200 metrów n.p.m. Uszguli jest najwyżej położoną miejscowością w Europie, […] o ile Gruzja leży w Europie. Na stronie 49 ponownie dowiadujemy się, że Uszguli i Mestię dzieli odległość 47 kilometrów, by na 59 stronie znów przeczytać, że […] Uszguli, to – jak trąbią o niej wszystkie przewodniki – najwyżej, bo aż na 2200 metrach n.p.m, położona miejscowość w Europie, a ja ciągle nie wiem, czy Gruzja to – w sensie geograficznym – Europa.

Mogłabym tak jeszcze długo, ale wydaje mi się, że te kilka przykładów doskonale oddaje to, o czym piszę. Powtórki, powtórki i jeszcze raz powtórki. Na dłuższą metę staje się to męczące i wyraźnie świadczy o braku wprawy w pisaniu.

Gruzja. W pół drogi do nieba Zofii Piłasiewicz, obok wspomnianej wcześniej Co wy, ***, wiecie o Rosji Jacka Mateckiego, czy Zielonej sukienki Małgorzaty Szumskiej lub Dobra krew. W krainie reniferów, bogów i ludzi Magdaleny Skopek, to kolejny przykład na to, że nie wystarczy gdzieś pojechać, by zaraz o tym pisać, że nie każdy podróżnik może być również świetnym pisarzem. I że czasem może warto nieco krytyczniej spojrzeć na swoje literackie umiejętności, zanim zasiądzie się do pisania.

A gdybyśmy z książki Gruzja. W pół drogi do nieba wyrzucili całą treść, to zostałby całkiem ładny album. Żeby nie było, że się tylko czepiam.


P.S. Jeśli ktoś ma wątpliwości, czy mam rację, polecam dla przykładu lekturę stron 102-103. 

4 komentarze:

  1. Nie sięgam po tego typu pozycje, ale moja siostra była w Gruzji i się zakochała w tym kraju :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo w nim trudno się nie zakochać :) A tę pozycję możesz sobie śmiało odpuścić.

      Usuń
  2. Uwielbiam czytać książki podróżnicze i poszerzać swoje horyzonty. Jednak po tę lekturę chyba nie sięgnę mając na uwadze Twoją opinię...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ufasz moim opiniom :) A jeśli lubisz książki podróżnicze i chciałabyś poczytać o Gruzji to polecam "Gaumardżos" Mellerów albo książki Wojciecha Góreckiego.

      Usuń