3 listopada 2015

Co wy,***, wiecie o Rosji?! - Jacek Matecki

Poirytowanie – takie właśnie uczucie towarzyszyło mi podczas lektury całej książki Co wy,***, wiecie o Rosji?! Pana Jacka Mateckiego.


Zaczęło się już przy wstępie. Po pierwszych paru linijkach. Po pierwszym słowie nawet, które nijak jest tu uzasadnione. Niemniej jednak książka zaczyna się tak:

Bladź! Tak właśnie. Bladź! Opowieść o Rosji zacznę grubym słowem. Jednego Czytelnika zachęcę, drugiego zniechęcę. Ale tak trzeba. Selekcja jest niezbędna, bo im dalej, tym będzie straszniej i śmieszniej. A przede wszystkim – ciekawiej, w końcu, nie chwaląc się, poznałem Rosję jak mało kto […]

Może to tylko moje wrażenie, ale trochę powiało tu megalomanią. A w dalszej części, w której autor wymienia, gdzie nie znajdziemy prawdy o Rosji (w korespondencjach dziennikarzy, wypowiedziach ekspertów, w reportażach młodych zdolnych z dużych miast), powiało mi również przekonaniem o własnej wyższości, lepszości, fajności i jeszcze kilkoma innymi słowami kończącymi się na –ści. Zresztą zachęcam do lektury wstępu – zaledwie cztery strony, a jaki przekaz! Zjeździłem Rosję, jak mało kto, znam Rosję jak mało kto i przygody w Rosji to fajne mam tylko ja. To tak w skrócie.

Tymczasem cała lektura, dla kogoś, kto już troszkę sobie o Rosji poczytał, nie wnosi nic nowego, Ameryki nie odkrywa. Autor podróżuje sobie po kraju i trzeba mu przyznać, że trafia w miejsca, w które być może podróżujących trafiło niewielu, ale nic ciekawego tego nie wynika. Tu śpi w lesie, tam w jakiejś opuszczonej chacie, błąka się po polach, eksploruje pieszo teren, plącze się w jakieś dziwne sytuacje, poznaje jakiś podejrzanych ludzi, trochę z nimi rozmawia, trochę pije – nic wyjątkowego, nic, co wyróżniałoby się jakoś na tle innych reportaży. Z ciekawszych i nieco lepszych fragmentów wymieniłabym te o rosyjskim systemie penitencjarnym, fałszowaniu pieniędzy, grupie Diatłowa i pobycie autora w klasztorze. Reszta – bez szału.

Raz – postawa, dwa – styl autora równie skutecznie podnosił mi ciśnienie. Co wy, ***, wiecie o Rosji napisana jest trochę gawędziarsko, trochę rubasznie, z bezpośrednimi zwrotami do czytelnika. W założeniu pewnie miało być śmiesznie, pewnie miało skrócić to dystans z między autorem, a czytelnikiem, ale mi tylko przeszkadzało. Poza tym książce brakuje logicznego ciągu, autor przeskakuje z tematu na temat, przeplata swoje historie dygresjami, porzuca wątki, by powrócić do nich kilka stron dalej. Miałam poczucie chaosu, gubiłam się w tych opowieściach i nie potrafiłam skleić z tego całości. A jak już się pogubiłam, to i nie szło mi czytanie, bo w sumie nie wiedziałam do czego zmierzam. Lub do czego zmierza autor. Zresztą we wstępie autor sam przyznaje, że książka napisana jest bez specjalnej ciągłości i konsekwencji. Nie jestem systematyczny i nie umiem ciągnąć jednego wątku od początku do końca. Stosuję wtręty, dygresje, odejścia od głównej linii. Jednym słowem na zajęciach z reportażu dostałbym dwóję. Bez wątpienia tak.

Co wy, ***, wiecie o Rosji?! bardziej niż reportaż przypomina chaotyczne, luźne zapiski z podróży. Zazdroszczę autorowi jego podróży, jego przygód, jego eksplorowania rosyjskiej, bezkresnej ziemi, ale czy naprawdę każdy, kto podróżuje powinien od razu chwytać za pióro?

Co ja wiem o Rosji? Pewnie niewiele. Na pewno zbyt mało, żeby ją zrozumieć. Lektura książki Pana Jacka Mateckiego mojej wiedzy nie poszerza i niewiele do niej wnosi, a szkoda, bo autor podróżuje po Rosji głębokiej, zacofanej, nieznanej. Niestety nic większego z tego nie wynika. Dla upartych, dla wytrwałych, dla lubiących rubaszno-gawędziarski styl i nie śmieszne przygody.

9 komentarzy:

  1. A ja też dużo czytam o Rosji i zachwyciłam się książką Mateckiego. Nie czytałam nic tak dobrego o Rosji od czasów "Zielonej sukienki" Małgorzaty Szumskiej. Zwłaszcza urzekł mnie ten gawędziarski, dygresyjny styl.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to mamy totalnie odmienny gust, bo "Zielona sukienka" moim zdaniem była bardzo słaba i równie irytująca.

      Usuń
    2. Ja przeczytałam tę książkę z zapartym tchem. Jestem po kądzieli potomkiem polskich Sybiraków i podobnie brzmiały snute latami opowieści babci, mamy, jej braci o bytowaniu w Rosji przez lat 6 (jeden z braci przez lat 15 w tym 8 łagru). Oczywiście były bardziej surowe, mniej kolorowe, czasami przypominały filmowe horrory, kiedy np.wnuki zjadły babcię i mój dziadek nie miał kogo pochować w wykopanym z ogromnym trudem grobie. Tego w książce na szczęście nie ma, bo to czasy pokoju. Poza tym jest wszystko i bardzo prawdziwe, pisane dobrym językiem. Kupiłam, czytam teraz na wyrywki.

      Usuń
    3. No cóż, kwestia gustu :) Mnie Pan Matecki nie przekonuje. Lubię konkrety, a nie gawędziarstwo. Ale rozumiem, że innym może się taki styl podobać.

      Usuń
    4. była Pani w Rosji?

      Usuń
    5. Nie miałam jeszcze okazji.

      Usuń
  2. Książka rewelacyjna, nie nudzi. Przeczytałam już prawie wszystko o Rosji i tej carskiej i blszewickiej oraz putinowskiej z okresem jelcynowskim. Tam urodził sie w 1914 r mój ojciec: za Uralem w Czelabińsku jako wnuk zesłańca po powstaniu styczniowym, tam też zesłano w 1941 moich krewnych po kądzieli: na Syberię i po 2 latach na Ukrainę. Dopiero książka J. Mateckiego poruszyła mnie naprawdę. Po raz pierwszy przeczytałam wszystko od deski do deski czując jak perygrynuję po bezdrożach. Wielkie dzięki autorowi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie z dużym trudem skończyłem czytać książkę Jacka Mateckiego i w pełni zgadzam się z oceną autorki bloga. To, że w Rosji (a szczególnie w rosyjskiej "głubince") alkoholizm jest prawdziwym dramatem społecznym, wie każdy czytelnik reportaży prasowych z Rosji. Wiadomo również, że wieś rosyjska w szybkim tempie się wyludnia. Do obserwacji społeczno-obyczajowych autor nie wnosi kompletnie nic nowego, a poza tymi obserwacjami jest w książce niewiele więcej. Czytelnik, który chciałby poznać "rosyjską duszę", bez porównania więcej dowie się z książek Jacka Hugo Badera i Mariusza Wilka.
    Recenzja książki świetna, serdecznie pozdrawiam autorkę :)

    OdpowiedzUsuń