19 listopada 2016

Miasto Archipelag. Polska mniejszych miast - Filip Springer

Trzydzieści jeden miast rozrzuconych po całej Polsce. Łączy je jedno – wszystkie kiedyś były stolicami województw i wszystkie utraciły ten status w 1999 roku. Filip Springer sprawdził, jak się dziś w nich żyje: poznał ich historie, snuł się ich ulicami, zajrzał w ten lub tamten kąt, nie omijając też miejsc, w które strach zajrzeć. Zapytał mieszkańców, co ich boli, a co cieszy, jak radzą sobie z rzeczywistością i czy widzą dla siebie perspektywy, czy może bardziej  dostrzegają ich brak.


Efekt tych podróży, to między innymi ta książka (bo projekt Miasto Archipelag żył także w internecie), a w niej kilkanaście różnych historii, kilkanaście różnych perspektyw, które choć splecione ze sobą luźną refleksją, wydają się być uniwersalne dla wszystkich tych miast. Bo nie ważne, czy autor pisze o Wałbrzychu, Lesznie, czy Krośnie – bolączki, troski i nadzieje mieszkańców tych miast wszędzie wyglądają mniej więcej podobnie.

Miasto Archipelag nie jest formą spójną. Rozdziały ułożone są bez wyraźnie wyodrębnionego klucza. Springer raz sięga po jeden temat, raz po drugi. Raz pisze o mieszkańcach pofabrycznych osiedli, raz o miejskich aktywistach, którzy próbują przełamać rutynę, innym znów razem skupia się na architekturze. Podobnie jest ze stylem. Springer miesza formy -  sięga po reportaż, esej, prowadzi coś na kształt zapisków z podróży, zdarza mu się oddać głos innym. Nie opisuje też po kolei poszczególnych miast, tylko splata ze sobą ich historie. Na początku nie jest łatwo się w tej formie odnaleźć, ma się poczucie pewnego chaosu i skakania z tematu na temat. Z czasem jednak łapie się ten specyficzny rytm i daje mu się ponieść.

Ciekawym zabiegiem są króciutkie przerywniki pomiędzy poszczególnymi rozdziałami, które autor tytułuje Z drogi. Takie migawki z podróży, luźne zapiski, w których przemyca różne spostrzeżenia i odsłania kulisy swojej pracy. Czasem ta jedna, czy dwie strony mówią o Polsce więcej niż dłuższy rozdział.

To, za co lubię Filipa Springera to jego styl. Pisze świetnie, z wyczuciem, dobrze stawia akcenty i doskonale puentuje. Nawet kiedy sięga po wulgaryzmy, robi to z klasą. Choć sporo ich w tekście, moim zdaniem wcale nie rażą. Powiedziałabym nawet, że dodają całości pewnego charakteru, smaczku, skracają dystans. Kto na co dzień nie posługuje się językiem ulicy, niech pierwszy rzuci kamieniem! Ja uważam, że to doskonale oddaje naszą polską rzeczywistość. Abstrahując od tego – powtórzę się – Springer pisze świetnie. Raz potrafi swoim tekstem skłonić do refleksji, innym razem rozbawić.

Miasto Archipelag jest pięknie wydane. Na ładnym papierze, a tekst wzbogacono zdjęciami. Czego autor nie dopisze, to pokaże. Zdjęcia świetnie też oddają i uzupełniają obraz miast, o których pisze Springer.

Podsumowując – Miasto Archipelag to taki patchworkowy obraz Polski, posklejany z różnych obrazków. Czasem śmieszny, czasem gorzki, bo taka właśnie jest rzeczywistość Polski mniejszych miast. W tych miejscach trzeba chcieć bardziej, żeby się udało. Trzeba pragnąć bardziej, by odnaleźć sens. Trzeba mieć dużo samozaparcia, by w nich wytrwać, by dostrzec – mimo wszystko – ich piękno. Niby trzydzieści jeden różnych miast, a tworzą całkiem spójny archipelag. Te same problemy, troski, walka o lepsze jutro, nadzieja na zmianę. Czasem miałam wrażenie, że czytam o swojej rodzinnej miejscowości. Choć nigdy nie była stolicą województwa, rzeczywistość w niej wygląda bardzo podobnie. Ile jeszcze w Polsce jest takich miejsc? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz