Od niemal dziesięciu lat
skutecznie ignoruję istnienie polskiej literatury, nie będącej literaturą
faktu. Nie będę się wdawać w szczegóły czemu – tak jest i już. Potrzebowałam
jednak przerwy od reportażu i tematyki „obozowej”, chwili oddechu od przygniatających
ciężarem lektur. Chwilowo odcięta od czytnika, z ograniczonym polem manewru,
desperacko sięgnęłam po coś, co przeleżało na mojej półce ze dwa lata, głęboko
walnięte w kąt. Aleję samobójców
Marka Krajewskiego i Mariusza Czubaja podarowała mi moja koleżanka, licząc że
kiedyś przełamię swój opór i mówiąc – dla
mnie zbyt brutalne, ale Tobie może się spodobać.
Pomyślałam zatem – czemu nie.
Może to jest ten moment. Może czas „odgniewać się” na rodzimych pisarzy i
sprawdzić, co mają do zaoferowania. Tym bardziej, że Aleja samobójców to kryminał, a dobrym kryminałem nie pogardzę.
